|
Archiwum
Zakładki:
Ulubione
Tagi
|
środa, 16 maja 2012
Po przerwie - o dzieciach
Na ogół nie jest źle, stąd pewnie mało zaglądam na bloga. Zwykle radzę sobie z rzeczywistością. Choć czasem sobie nie radzę... Po miesiącach bardzo ciężkiej pracy nad sobą (afirmacje, joga, itp.) jest mi zdecydowanie lepiej. Ale ciągle zdarzają się dołki. Ostatnio chyba głównie na temat dzieci. Duży I skończył 18 lat. I różnie nam ze sobą bywa. Na ogół mamy dobry kontakt - to lotny umysł i dobry facet, ale są chwile, gdy nie rozumiem dorastającej męskości i wtedy dopadają mnie dołki, czy jestem/byłam dobrą matką. Dlaczego ma kłopoty dziewczyną? Dlaczego ma tak słabe oceny? Dlaczego ma epizody dołków? Dlaczego go nie rozumiem? mała i i jej katary, szkolne zawiłości i różne inne kłopociki też skłania mnie do refleksji, czy dobrze, że zdecydowałam się na dzieci. Wiem, wiem, dużo mnie nauczyły, wiem, wiem, po coś sie pojawiły na świecie, ale to jednak tyle kłopotów... Mam wrażenie, że więcej we mnie ostatnio od miłości jest lęków o nie i nie chcę tych lęków... Gdzieś mi sie kołacze po głowie zdanie "Dzieci rodzimy dla świata, nie dla siebie". Mam ostatnio kłopot, żeby sie od nich odpępowić, zająć swoim życiem ale jednocześnie nie pozbawiać ich wsparcia. Jak zwykle problem leży w znalezieniu harmonii. I drugie zdanie, Małgorzaty Braunek, cytat niedokładny: "Potraktujmy dzieci, jak gości. Poczęstujmy ich tym, co najlepsze i pozwólmy odejść, kiedy zechcą i gdzie zechcą". Takie to wszystko trudne. Mam nadzieję, że wkrótce ten zamęt minie.
sobota, 17 marca 2012
Blog zaniedbany
Ale nie mogę spać, więc znowu piszę. mała i ma katar, więc ja znowu zaniepokojona. Czy niepokój jest tym uczuciem, które najbardziej mnie rozwala? Chyba tak. I zmęczenie. Staram się nazywać to inaczej, wierząc, że jeśli zmienię słowa, coś się zmieni w moim samopoczucie. Często działa. Czasem nie działa. Dużo się dzieje w życiu. Zwolnienia w pracy - nie dotknęły mnie, ale gdzieś tam krążą. Więc się rozglądam za nowym. I właściwie chciałabym czegoś nowego, odświeżającego. Dorastanie Dużego I - czasem fajne, czasem, tak, znów niepokojące. Carrington zmienił pracę i znów jest pracoholikiem. I znów pije. Niby trochę, ale zdecydowanie za często. Wkurza mnie to. Bardzo dużo praktykuję ostatnio. Moje ciało się zmienia. I wkręciłam się w SRT - Spiritual Response Therapy. Dziwne, fajne, czasem niepokojące, ale generalnie poprawia nastrój, poprawia motywację. Border trzyma się gdzieś daleko. Może pójdę spać. Może wreszcie przyjdzie senność.
sobota, 25 lutego 2012
Znowu o kłamstwach
zmęczona. I zastanawiam się, dlaczego to uczucie najczęściej mi towarzyszy. Nawet nie smutek, wszechobecny jeszcze nie tak dawno, czy złość, czy strach... Nic specjalnego ostatnio nie robię. Pracuję jak zwykle. Dużo, czyli jak zwykle. Ale mam też sporo czasu na regenerację - jogę, kawę z przyjaciółkami, kino, ostatnio nawet teatr i sen. Czy powinnam coś zmienić w swoim życiu? Czy to zmęczenie chce mi coś powiedzieć? Ale co? *** Nie mogę spać, bo Duży I wraca z jakiejś imprezy autobusem nocnym. Esemesował, że mu uciekł, następny za 30 minut, a ja jak debil nie mogę zasnąć. Muszę z nim porozmawiać. I ustalić zasady. Albo 23 jest w domu, albo rano, jeśli ma gdzie spać. Ewentualnie taksówka, ale żadne włóczenie się autobusami. Bycie matką jest okropnie męczące, jakoś nie potrafię się wyluzować. *** Przeprowadzamy się niedługo na 2 miesiące, bo będą robić nam remont. Czy już pisałam, że podłoga nam pływa, bo robotnicy zapomnieli zagęścić gruntu? No właśnie, mają robić jakieś zastrzyki. A my przez 2 miesiące na wygnaniu, co samo w sobie nie jest takie straszne. Straszne jest, że musimy się pakować, meble przestawiać, itp. *** No dobra, wylogowuję się, bo Carrington się objawił i chyba chwilę pogadamy
środa, 25 stycznia 2012
zmęczona
i jakoś rozdrażniona faktem, że znowu nie mam gdzie się ponudzić. Najchętniej, jak Duży I wyprowadziłabym się z domu. Odsunęła od ludzi. I żeby przestrzeni trochę powstało na nowe myśli i nowe energie.
niedziela, 22 stycznia 2012
Noc bez spania
Jak przeczytałam poprzedni wpis... no tak. Wszystko płynie. Dzień później Duży I postanowił nie wrócić do domu ze szkoły. Nie odbierał komórki. Przesłał smsa z nieswojego telefonu i potem lakonicznego mejla, że nie ma żadnych problemów i żebym się nie martwiła, ale... on nie wraca. Wróci może po feriach. Kiedy spanikowana (przyznaję) wysłałam mu mejla, że jeśli w ciągu 5 minut nie zadzwoni ani nie odbierze telefonu, to jadę na policję. A więc zadzwonił i dał się przekonać do przyjazdu do domu. Po trzech godzinach rozmowy nie doszłam do wniosku, o co kaman. Poza tym, że chciał być sam. I zamierzał mieszkać na ulicy. Nadal nie do końca rozumiem... Chwilowo zrobiłam tak: udało mi się pożyczyć od koleżanki mieszkanie, w którym może mieszkać do końca ferii, żeby pobyć sam, tak jak chciał. A potem... nie wiem. Chyba do końca życia już będę sie bała, jak nie będzie odbierał komórki. Na pewno jest jakiś lekki dołek. Prawie na pewno nie chodzi o używki czy dziewczynę, z którą chciał pobyć. What the fuck? Rozmawiałam z jego kolegą i wychowawczynią i też nie wiedzą. Prawie na pewno pewną rolę odgrywa tu ojciec, który nie popisał się żeniąc się jesienią (z kobietą, za którą Duży I nie przepada) i zaraz potem "odwołując" święta i sylwestra, który mieli spędzić razem. Najdziwniejsze jest to, że rzeczywiście byłam z nim dzień wcześniej na sushi i miło sobie gadaliśmy i wszystko było OK. Ech... Jak przypominam sobie czasy, gdy ja miałam 17 lat, to rozumiem. Ale gdy uświadomię sobie, że mój dom i mój kontakt z rodzicami był jednak inny, to nie rozumiem... *** mała i ma ferie. Szczęśliwa z kilku dni śniegu i zjeżdżania na sankach. Moja jedna szefowa otwiera kolejne studio jogi. Tarocistka powiedziała, że coraz mniej będę zaangażowana w dziennikarstwo coraz bardziej w jogę i inny sposób pracy z ciałem. Czekam. Carrington zmienia pracę. I wciąż mnie kocha - tak mówi. *** mała i była kilka dni u babci, więc nadrobiłam filmowe zaległości, z których "Jane Eyre" najbardziej mi się podobała. *** Znów mam debet na koncie. Wrrrr.
wtorek, 10 stycznia 2012
Dobry czas
mała i zdrowa. Z Dużym I byłam dzisiaj na sushi. Carrington kochający. Koń po wigilijnej kolce czuje się wyśmienicie. Frekwencję na zajęciach mam sporą, a w pracy nikt mnie nie gnębi. Naprawdę, nie mam na co narzekać. A co najlepsze - nawet jak mam na co narzekać, to próbuję tego nie robić i coraz częściej się udaje. Trzymam sama za siebie kciuki. I piję pyszną herbatę. Dołki nie takie głębokie, górki coraz dłuższe
Naprawdę. Lepiej sobie od jakiegoś czasu radzę z rzeczywistością.
piątek, 16 grudnia 2011
Noc...
Zamiast spać, siedzę w necie. Boję się zatrzasnąć laptopa i zgasić światła. Boję się, że... nie zasnę. Choć jestem zmęczona. Ech, bez sensu. Nie można się tak dawać wkręcać przez własny umysł. Idę spać. Wdech, wydech. Śmierć babci
5.12 umarła moja babcia. Położyła sie spać po obiedzie i nie obudziła się. Miała 92 lata. Tydzień wcześniej umarła jej siostra, która miała 100 lat. Babcia nic nie wiedziała o śmierci siostry. W sensie - nikt jej nie powiedział z nas, bo i tak była już obok rzeczywistości,nikogo nie poznawała, myliła dzień z nocą itp. I przez te ostatnie dni swojego życia cały czas z tą siostrą rozmawiała i się z nią modliła. Dziwne, fascynujące i cudne jednocześnie. Pogrzeb był w zeszły piątek. *** Ta śmierć i wszystkie związane z nią rytuały (trzeba było zadzwonić do lekarza, który stwierdził zgon, wypisać papierki, skontaktować się z zakładem pogrzebowym, żeby zwłoki przewieźć do chłodni... itd) dały mi do myślenia. jak niesamowicie tabuizujemy śmierć, boimy sie jej wstydzimy, nie chcemy na nią patrzeć, mówimy szeptem... Choć jest taka naturalna. A w tej sytuacji - staruszki, zmęczonej już życiem, która umarła w spokoju i chyba bez cierpień - naprawdę nieprzerażająca, ale i tak jakiś mamy do niej dystans. Niektórzy większy, niektórzy mniejszy, ale wciąż za duży. Dziwna ta nasza kultura.
niedziela, 27 listopada 2011
Po przerwie
Dawno tu nie zaglądałam. To dlatego, że zadziwiająco dobrze mi się wiedzie ostatnio z głową. Coraz mniej w niej zmartwień. Teraz na przykład obecne jest jedno: kobieta, z którą przeprowadzam internetowy wywiad nie odpowiada na moje mejle. A miała odpisać w piątek... Wrrr... a w poniedziałek tekst musi być, wrrr. Może jak się na nią tak wirtualnie wyzłoszczę, to ruszy do klawiatury. A poza tym - sielanka. 11.11.11 zostałam zaproszona na weekend na Mazury. Prowadziłam jogę, dałam się wymasować w stylu LomiLomi i pomachać nad sobą wahadełkiem pewnej pani ezoteryk. Było jakoś tak pozytywnie, że aż pozytywnie zostało do teraz. Dziwne, ale prawdziwe. Tak jakbym spojrzała na wiele spraw inaczej. Jakbym lepiej je rozumiała, a w związku z tym ni przerażają mnie tak. |